Kiedyś też myślałam, że nie potrzebuję pomocy…

Wczoraj do grupy wsparcia dołączyła nowa mama. Kolejna, która zdecydowała się szukać pomocy nie tylko dla dziecka, ale także dla siebie. 

 

Niezmiernie mnie to wzrusza. 

 

Że ktoś zaczyna dostrzegać taką potrzebę. Że chce. Że ma w sobie odwagę i siłę, by zrobić pierwszy krok. A także to, że są takie miejsca, dzięki którym jest to możliwe. Które patrzą na niepełnosprawność szerzej. Bardziej kompleksowo. Uwzględniając perspektywę nie tylko osoby, której ona dotyczy, ale także wszystkich pozostających z nią w relacji.

 

Zazwyczaj dużo łatwiej zwrócić uwagę na kogoś, kto w oczywisty sposób wymaga wsparcia, kto jest niesamodzielny, zależny, kogo potrzeby widać na pierwszy rzut oka. I ma na to papier. Wszystkie oczy zwrócone są wtedy właśnie tam. Rusza machina wizyt, terapii, poszukiwania najlepszych rozwiązań. 

 

A gdzieś w tle… pozostają problemy tych, którzy na co dzień pchają ten wózek. I od których oczekuje się gotowości do tego, że będą to robić. Tak, jakby byli do tego stworzeni i przygotowani, a przecież chwilę wcześniej byli kimś zupełnie innym. Mieli swoje marzenia, pasje, plany i wiele innych rzeczy, z których rezygnują. Na jakiś czas, a czasem na zawsze. Bo oni też patrzą tam, gdzie wszyscy naokoło- na tych, którym muszą pomóc, którzy od nich zależą, którzy na nich liczą.

 

Bardzo ciężko jest przełamać ten schemat, kiedy zewsząd słyszy się jedynie kolejne zalecenia, wskazówki i sugestie. Kiedy codzienność jest wymagająca i pochłania nas bez reszty. Ciężko jest przestać być wyłącznie elementem tła. Wykonawcą czynności. Realizatorem zadań. Uczynić siebie kimś ważnym, godnym uwagi i troski. Zmienić myślenie. Dostrzec swoje prawa, nie tylko obowiązki. 

 

Trudne, ale nie niemożliwe. Zazwyczaj jednak nie dochodzi się do tego samemu. Wymaga to obecności innych, którzy pokażą nam, że można inaczej. Lepiej. Lżej.

 

I właśnie o tym są grupy wsparcia. O dzieleniu się trudnościami i o wspólnym przeżywaniu radości. O obecności i towarzyszeniu sobie w trudzie i sukcesach. O uwspólnianiu emocji i doświadczeń. O przeglądaniu się w historii innych i czerpaniu z nich własnych refleksji. O sile, którą daje bycie częścią wspólnoty- rozumiejącej, akceptującej, bezpiecznej. 

 

Kiedy wczoraj przestawiałyśmy się nowej mamie i każda z nas mówiła o tym, ile daje nam to miejsce, utwierdziło mnie to w przekonaniu, że to naprawdę działa. Że spełnia swoją funkcję. Że jest potrzebne i ważne. Że każdy rodzic powinien mieć możliwość, by skorzystać z takiej pomocy. Znaleźć swoją wioskę. 

 

Nawet wielkie ciężary można dźwigać samemu. Tylko po co?

 

Jeżeli czujesz, że chciałabyś/chciałbyś być częścią takiej społeczności – napisz do mnie. W styczniu rusza wspierająca grupa online dla rodziców dzieci z trudnymi diagnozami. Zostało jeszcze kilka wolnych miejsc.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Udostępnij ten post:
Facebook
WhatsApp

Zapisz się na darmowy newsletter

Zobacz również