To jedna z rzeczy, która często zmienia się po diagnozie dziecka– dom przestaje być bezpiecznym miejscem. Nie można się w nim schronić, zaszyć, ukryć. Nie jest już przystanią. Oazą. Obszarem wytchnienia. Takim, do którego chce się wracać.
Dawniej przychodziliśmy tu po spokój. Zrzucaliśmy ubrania. Wkładaliśmy kapcie. Czekaliśmy na ten moment. Myśleliśmy o nim. Był synonimem odpoczynku. Nagrody. Spokoju.
Dom dawał nam poczucie bycia u siebie. W swoim azylu. We właściwym miejscu. To tutaj schodziło z nas napięcie, pojawiała się swoboda i luz. To tutaj tworzyliśmy przestrzeń według własnych reguł. Na własnych zasadach. W oparciu o aktualne potrzeby.
Decydowaliśmy. Mieliśmy wpływ. Wolnoć, Tomku, w swoim domku.
Dziś dom to sytuacje, które nie powinny mieć miejsca pod naszym dachem. Ani żadnym innym. Inne zapachy, przedmioty, organizacja przestrzeni. Czasem przedłużenie szpitalnej sali, czasem gabinetu rehabilitacyjnego. W szafkach leki. W szufladach dokumentacja medyczna. Już nie zdejmujemy napięcia wraz z butami w przedpokoju. Wnosimy je za próg, którego czasem wcale nie chcemy przekraczać.
Kiedyś nie rozumiałam, że wyjście do sklepu może być największym świętem. Okazją. Wydarzeniem. Szansą na pobycie w ciszy. W odcięciu. W chwilowym braku przytłaczającej odpowiedzialności. W miejscu, gdzie muszę decydować tylko o tym, jaki kupić chleb, a nie o sprawach, o których nie miałam zielonego pojęcia.
Pamiętam swoje początki. Siedzenie w zaparkowanym samochodzie. Stanie na wycieraczce z siatkami pełnymi zakupów i oczami pełnymi łez. Wahanie. Czy przekręcać klucz? Nacisnać klamkę? Czy jednak zostać tu. Po drugiej stronie. Z dala. Choć na moment. Na chwilę.
Po przekroczeniu progu, kończyła się “wolność”. Zaczynał tryb czuwania. Sprawdzania. Nasłuchiwania. Doglądania. Monitorowania. Zerkania kątem oka. Odpowiadania na potrzeby. Pełnej dostępności. Pełnej gotowości. Rano, wieczór, we dnie, w nocy.
Miejsce, które miało być azylem, stało się klatką. Niewolą. Tęsknotą. Za tym, co było. Za prawdziwym życiem, które gdzieś obok wciąż się toczyło. Słońce nadal wschodziło na wschodzie i zachodziło na zachodzie. Ktoś szedł do pracy. Ktoś kupował kwiaty. Ktoś wybierał chleb. Tak po prostu. Zwyczajnie. Nie wiedząc nawet, jakim jest szczęściarzem, że może to robić.
A my? Obsługiwaliśmy życie, zamiast naprawdę nim żyć.
Tak było.
Na szczęście to już przeszłość. Wspomnienie. Historia.
I choć dzisiaj dom nie jest już tym samym miejscem, mimo wszystko można “umeblować” go częściowo po swojemu. Bo bezpieczne miejsce to nie zawsze i nie tylko cztery ściany. To także coś głębiej. Coś w nas.
I właśnie o tym będą przyszłotygodniowe warsztaty “Moje bezpieczne miejsce”.
To spotkanie pomoże zbudować osobiste „miejsce powrotu”- źródło ukojenia, do którego można sięgać w chwilach napięcia i trudności.
Czwartek 23.04, 19:15. Zoom. Wstęp wolny.
Jesteś mamą OzN? Chciałabyś wziąć udział?
Napisz do mnie lub skomentuj WARSZTATY. Wyślę Ci szczegóły.


