4 sposoby na stawianie granic w gabinecie

W gabinetach lekarskich często wciąż króluje asymetria. To nie wspólny cel. Nie relacja partnerska. Nie kontakt pomiędzy ludźmi, którym zależy na tym samym. Kiedy czytam Wasze komentarze, szklą mi się oczy. To bezsensowne cierpienie. Niezawinione. 

 

Często wchodzimy tam skurczeni, ze spuszczoną głową. W strachu o to, co tym razem usłyszymy. Jak zostaniemy potraktowani. Czy nasze dziecko będzie tylko pacjentem, diagnozą i statystyką, czy ktoś dostrzeże w nim także człowieka. Przywita się. Poda rękę. Popatrzy w oczy. Czy będzie z nami rozmawiał, czy po prostu przekaże informacje. Czy przedstawi nam plan A, B i C. Zapyta nas o zdanie. Uwzględni to, co mówimy. 

 

Z góry przepraszamy, że zajmujemy czas. Jakby w ogóle nie powinno nas tam być, a osoba siedząca naprzeciwko nie wykonywała właśnie swoich obowiązków zawodowych. Kiedy padają terminy, których nie rozumiemy, kiwamy głowami. Nie zadajemy pytań. A kiedy padają słowa, które ranią lub oceniają nasze życie- milczymy. Ze strachu, by nie zrazić do siebie kogoś, od kogo zależy zdrowie naszego dziecka.

 

Wiem, że nie zmienimy systemu medycznego jednym postem. Nie nauczymy wszystkich empatii. Potrzeba wiele czasu, by wzrosła świadomość. By zmieniły się standardy. Mamy ograniczony wpływ na to, kiedy to nastąpi i czy w ogóle się wydarzy. Ale mamy wpływ na siebie. Na to, z jakimi emocjami wchodzimy do gabinetów, jaką przyjmujemy postawę, jak rozmawiamy ze środowiskiem medycznym, na co się godzimy, i co ze słów lekarzy bierzemy do siebie.

 

Co może nam pomóc w tym, aby czuć się pewniej i przejść od trybu “przestraszonego petenta” do “partnera w leczeniu?”

 

Notatki

 

Sytuacje gabinetowe bywają stresujące. Bywa, że zapominamy, co chcieliśmy powiedzieć i o co zapytać. Nie pamiętamy także słów lekarza. Nawet jeśli wydawało nam się, że wszystko rozumiemy, często po wyjściu z gabinetu, nie potrafimy sobie przypomnieć szczegółów lub opowiedzieć o tym, jak przebiegła wizyta. W takich chwilach warto mieć ze sobą notatki. Zapisane pytania i kwestie, o których chcielibyśmy porozmawiać. Ułatwia to koncentrację i trzymanie się ważnych dla nas wątków. Daje pewność, że niczego nie pominiemy. Porządkuje. Stwarza też możliwość zapisywania tego, co usłyszymy. Trudnych słów. Niezrozumiałych terminów. Planów działania. Wszystkiego tego, co dla nas ważne. Do czego możemy wrócić w bardziej sprzyjających okolicznościach. W ciszy. W bezpieczniejszym dla nas miejscu. Notatki pokazują także drugiej stronie, że traktujemy sprawę poważnie. Że jesteśmy przygotowani. Że oczekujemy konkretów.

 

Zatrzymanie

 

Bywa, że czujemy się przytłoczeni ilością informacji. Lekarskim monologiem, za którym możemy nie nadążać. Mamy prawo do przerwy. Do wejścia w słowo. Do zatrzymania. Dopytania. Wyrażenia swoich bieżących wątpliwości. Na gorąco. Nie wtedy, kiedy lekarz powie już wszystko i udzieli nam głosu. Wystarczy jedno zdanie z prośbą o wytłumaczenie czegoś prostszym językiem. Zmienia ono dynamikę rozmowy. Włącza dialog. Zmusza specjalistę do zejścia z piedestału terminologii. Gabinet lekarski to nie sala wykładowa. W stresie nasz układ nerwowy często nie koduje wszystkiego, co byłby w stanie przyjąć w normalnych warunkach. Czas wizyty ucieka, na korytarzu czeka kolejka. Zamiast słów, możemy słyszeć informacyjny szum. Warto dać sobie czas na oddech. 

 

Jedno zdanie

 

Bywa tak, że pewne sytuacje są powtarzalne. Czasem wiemy, czego się spodziewać. Na tej, czy innej wizycie. Kiedy czujemy, że lekarz zaczyna przekraczać granice, oceniać nasze działania, mówić krzywdzące rzeczy o naszym dziecku, nie musimy milczeć ani dusić w sobie płaczu, a po wyjściu z gabinetu opowiadać o tej sytuacji naszym bliskim ze łzami w oczach. Nie musimy także wdawać się w dyskusję, dawać się ponieść emocjom, mówić rzeczy, których później moglibyśmy żałować. W stresujących okolicznościach ciężko o asertywną reakcję, czy odpowiedź wymyśloną w ułamku sekundy. Często wychodzimy z gabinetu i wielokrotnie odtwarzamy to, co tam się wydarzyło, tworząc mnóstwo alternatywnych scenariuszy. “Mogłam zareagować tak…”, “Powinienem wtedy powiedzieć, że…”. Nie musimy polegać na improwizacji. Możemy mieć przygotowane jedno zdanie, które będzie służyć nam, jak koło ratunkowe. 

 

  • “To nie jest przedmiot tej konsultacji. Wróćmy do głównego wątku”.
  • “Czuję, że to zdanie nie jest obiektywne. Słyszę w nim ocenę. Chcę odwoływać się do faktów”.
  • “Szukanie winnych w niczym nam nie pomoże. Skupmy się na tym, co możemy zrobić z tą sytuacją”.
  • “To, co Pan/Pani mówi mi nie pomaga i nie wspiera procesu leczenia”.

 

Takie zdania mogą wiele zmienić, uświadomić specjaliście, że przekroczył granice, a nam pomóc odzyskać kontrolę nad sytuacją.

 

Świadek w gabinecie

 

Bywają konsultacje, które są szczególnie trudne. Od których wiele zależy. Bywają też lekarze, z którymi zawsze trudno nam jest rozmawiać. Przy których czujemy szczególny stres. W takich sytuacjach warto poprosić o obecność kogoś bliskiego. O to, żeby z nami pojechał. Żeby nam towarzyszył. Partnera. Koleżankę. Brata. Siostrę. Dzięki obecności zaufanej osoby, możemy poczuć się pewniej. To kolejna para uszu, z którymi możemy skonsultować to, co usłyszeliśmy. Osoba mniej zaangażowana emocjonalnie, która spojrzy na sytuację trzeźwym okiem. Wiem, że jako rodzice dzieci z niepełnosprawnościami jesteśmy przyzwyczajeni do działania w pojedynkę.  Bierzemy na siebie ciężar logistyki, umawiania wizyt i stania w kolejkach. Włączamy tryb “dzielnej matki” i “dzielnego ojca”. Nie chcemy stwarzać nikomu problemu. Nie chcemy nikogo martwić. Trudno nam prosić o pomoc. Często jest jednak tak, że nasi bliscy chcą uczestniczyć w tym, przez co przechodzimy, ale nie wiedzą jak. Nasze bezpośrednie pytanie może ich ośmielić. Pokazać, że ich obecność ma dla nas znaczenie. 

 

Lekarz jest ekspertem w wyuczonej dziedzinie, ale to Ty widzisz swoje dziecko na co dzień. Towarzyszysz mu w wielu różnych sytuacjach. Znasz jego zachowanie. Gesty. Reakcje. Masz swoje sprawdzone sposoby. Wiesz, co działa, a co nie. Twoja intuicja i wiedza nie są gorsze- są po prostu inne i równie niezbędne jak opinia specjalistów.

 

Sposoby na radzenie sobie z trudnymi emocjami znajdziecie także w publikacji „Powitalnik”, wydanej przez Stowarzyszenie Mudita. To przewodnik dla rodziców, który pomaga oswoić się z diagnozą dziecka. Powitalnik możecie pobrać tutaj.

 

A jakie są Wasze sposoby na trudne wizyty? 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Udostępnij ten post:
Facebook
WhatsApp

Zapisz się na darmowy newsletter

Zobacz również