Budzisz się z tysiącem pytań w głowie. Chodzisz z nimi przez cały czas. Zadajesz je sama sobie, bo nikt inny nie potrafi na nie odpowiedzieć. Ty też nie. Ale to nie sprawia, że znikają. Są z Tobą każdego dnia.
Mieścisz w sobie mnóstwo scenariuszy. Hipotez do potwierdzenia. Założeń do weryfikacji. Mnóstwo planów B. A czasem C i D. Przewidywań. Prognoz. Przypuszczeń. Domniemań. Spraw, które należy brać pod uwagę.
“Jeżeli to, to…”.
“W przypadku, gdy…”.
“A co jeśli…?”
“Co w razie…?”
“Gdyby okazało się, że…”.
Chciałabyś się zabezpieczyć. Przewidzieć przyszłość. Znaleźć wyjście z każdej sytuacji. Mieć pewność, że działanie = rozwiązanie. Czuć, że panujesz nad sytuacją. Że masz jakiś wpływ. Że coś zależy od Ciebie.
Znaleźć właściwy kierunek. Bez map i drogowskazów. Nawigować bez punktów odniesienia. Być gotową na nagłe zwroty akcji. Móc polegać na sobie. Ufać, że zawsze będziesz o krok “przed”. Że nie dasz się zaskoczyć. Że nawet, jeśli… to i tak będziesz wiedziała, co robić dalej. Zaplanujesz następny ruch. Taki, który pozwoli Ci grać dalej. Nie zmiecie Cię z planszy.
Boisz się, że stan się pogorszy.
Że będzie regres.
Że coś przegapisz.
Że czegoś nie zrozumiesz.
Że nie zareagujesz w odpowiednim momencie.
Że podejmiesz złą decyzję.
Że zabraknie rozwiązań.
Że zabraknie środków.
Żyjesz w nieustannym trybie przypuszczającym. W czasie przyszłym, do którego starasz się przygotować. We wszystkich potencjalnych scenariuszach, do których partie dostajesz na bieżąco. I uczysz się tekstu, który ciągle się zmienia. Myślisz: „Boję się, więc czuwam. Czuwam, więc nic złego się nie stanie”. Skanujesz otoczenie. Szukasz najdrobniejszych zmian. Zwracasz uwagę na niuanse, niewidoczne dla reszty ludzkości. Widzisz zagrożenie tam, gdzie inni wzruszają ramionami. Szacujesz ryzyko. Oceniasz szanse.
Kierujesz się dobrymi intencjami. Wiarą w logiczny świat. W Twoich działaniach wyraża się troska. Dbałość. Staranie. Chcesz wszystkiego dopilnować. Chcesz, aby było jak najlepiej.
Pod spodem jednak czai się lęk. Napięcie. Czujność. Ponury obraz przyszłości. Katastrofizacja. Słyszane w ciszy sygnały alarmowe. Wieczna gotowość, która kosztuje mnóstwo energii. Pochłania zasoby. Absorbuje uwagę.
Nie odpoczywasz. Śpisz nasłuchując. Jesz w biegu. Żyjesz przyszłością, która być może nigdy się nie wydarzy. Tracisz z oczu to, co tu i teraz. Bo lęk o “jutro” skutecznie kradnie “dzisiaj”. Przekonuje, że jest ważniejszy, bo jeśli się nim nie zajmiesz, to na pewno wydarzy się coś złego.
Wiem, że jesteś zmęczona, ale boisz się odpuścić. Bo wierzysz, że Twoja czujność chroni i zabezpiecza. Że bez niej wszystko pójdzie nie tak, a Ty nie chcesz tego żałować. Wiem, że poczucie odpowiedzialności przygniata Cię do ziemi. Nie pozwala oddychać. Nie pozwala myśleć o sobie.
Wiele jest jednak prawdy w tym, że dobry ratownik, to żywy ratownik. I że lęk karmiony samotnością rośnie. W czterech ścianach i we własnej głowie, wszystkie wątpliwości trafiają na podatny grunt. Myśli nabierają tempa. Nasila się niepewność. Rośnie strach.
Nie musisz dźwigać tego sama. Możemy oswajać to razem. Próbować odzyskać “dzisiaj”, pomimo tego, że “jutro” jest tak absorbujące. Szukać oddechu. Dążyć do spokoju.
Może jedyne, na co masz teraz realny wpływ, to Ty sama? Twój stan. Twoje zasoby. Twoja siła.
Zapraszam Cię do przestrzeni, gdzie uczymy się puszczać to, na co nie mamy wpływu, i dbać o to, co zależy od nas. To bezpieczna przestrzeń na Twoje lęki i na Twoją nadzieję.
Wypełnij formularz i zajmij ostatnie wolne miejsce.


