Świat krzyczy- “Nowy Rok, Nowy Ty”. Zewsząd otaczają Cię nawoływania do zmian, postanowień, rewolucji, nowych początków. Wszyscy krzyczą:
– “schudnij!”,
– “jedz zdrowo!”,
– “zadbaj o siebie!”,
– “czytaj więcej książek!”,
– “ćwicz, ale odpoczywaj!”,
– “rozpieszczaj się, ale trzymaj talię osy”,
– “bądź najlepszą wersją siebie”,
– “kupuj nowe gadżety i podróżuj po świecie, ale bądź eko i ograniczaj ślad węglowy”,
– “bądź autentyczna/y, ale wystylizowana/y”,
– “zarabiaj, choć pieniądze szczęścia nie dają”.
A Ty słuchasz tego wszystkiego i patrzysz na swoje życie, które 01.01 nie wygląda ani odrobinę inaczej. Od wczoraj nie zniknęły wyzwania. Nie przybyło doby. Ani sił. Nie pojawiły się nowe możliwości. Zmiana daty niczego nie wniosła, ani nie zabrała. To kolejny dzień, łudząco podobny do wszystkich pozostałych. Wyznaczany przez rytm codziennych obowiązków, zadań, które muszą zostać wykonane w odpowiedniej kolejności, zgodnie z obowiązującym schematem. Z planem, którego często sam/a nie ustalałaś/eś, a jednak musisz go realizować, bo zadecydowały o tym potrzeby kogoś obok, kto (często nieświadomie) wypełnił Ci już wszystkie miejsca na liście “to do”.
Może czujesz, że odstajesz. Może wydaje Ci się, że inni mają lepiej i łatwiej. Że mają więcej możliwości i perspektyw. Może czujesz, że utknęłaś/eś w martwym punkcie. Że wszyscy naokoło coś postanawiają, wyznaczają sobie nowe cele, snują plany. Że mają wizję i pomysł na siebie, a przede wszystkim szansę, by go zrealizować, bo ich życie to zupełnie inne okoliczności, inne warunki, inna perspektywa. A u Ciebie rachunek prawdopodobieństwa wciąż wskazuje zero (a przynajmniej tak Ci się wydaje).
Chcę, żebyś wiedział/a, że nie musisz nic zmieniać. Nie musisz robić postanowień. Nie musisz na siłę próbować wpisać się w ten trend. Snuć planów, wyznaczać sobie nowych celów. Być może już jesteś najlepszą wersją siebie, a być może największym sukcesem jest to, że w ogóle jesteś. Że trwasz. Że się starasz. Że podejmujesz próby. Że się nie poddajesz, nie wycofujesz. Że każdego dnia dajesz z siebie tyle, ile jesteś w stanie, a czasem jeszcze więcej. Że Ci zależy. I że robisz to wszystko, nie dlatego, że świat Ci sprzyja, stwarza warunki i klepie po ramieniu, ale dlatego, że Twoja motywacja jest silniejsza niż przeszkody, które pojawiają się po drodze, bo płynie prosto z serca.
Każdy z nas, raz na jakiś czas, odczuwa potrzebę zmian. Pożegnania czegoś, co nam nie odpowiada, powitania nowego. Chęć ta może być szczególnie żywa, kiedy sytuacja nas przerasta, kiedy czujemy się samotni, bezradni, przytłoczeni. Kiedy wydaje nam się, że naszą codzienność tworzą wyłącznie troski, trudności i problemy do rozwiązania. Kiedy chcielibyśmy uciec, znaleźć zastępstwo, przekazać komuś pałeczkę, zrzucić odpowiedzialność. Kiedy towarzyszy nam mnóstwo stresu i niepewności. Kiedy tak bardzo chcielibyśmy, żeby było inaczej, ale nie jest.
Często tracimy także wiarę w to, że może być. Że kiedyś będzie nam łatwiej i lżej. Zewsząd otacza nas rzeczywistość, w której wszyscy chcieliby mieć wszystko na wyciągnięcie ręki, na pstryknięcie palcami. Dziś problem- dziś rozwiązanie. Pytanie- odpowiedź. A my wiele razy już boleśnie przekonaliśmy się o tym, że to nie jest nasz świat. Wiele razy się rozczarowaliśmy, wiele razy mieliśmy nadzieję, która okazała się ułudą, wiele razy wierzyliśmy i czekaliśmy na efekty, które nie nadeszły, wiele razy próbowaliśmy bez skutku. Łatwo wtedy założyć, że się “nie da”, że nic się nie zmieni, że już zawsze będziemy tu, gdzie jesteśmy. W martwym punkcie. Bo nie ma spektakularnych zwrotów akcji. Gwałtownych przełomów. Poprawy, którą byłoby widać na pierwszy rzut oka.
Nie ma i nie będzie. Bo w naszym świecie każda nowość jest wypracowana, metodyczna, zrodzona z konsekwencji, regularności i starań. Przychodzi cicho. Czasem niepostrzeżenie. Małymi kroczkami. Drobnymi zmianami. Nie wybucha jak noworoczne fajerwerki, ale słabo się tli i wymaga od nas podtrzymywania tego żaru. Wymaga cierpliwości, uważności, uszanowania tempa, którego często nie da się przyspieszyć. Jest trudna, ale nie niemożliwa. Bo mimo wszystkich przeciwności- dzieje się i nie pozwala nam tracić nadziei.
Ciężko jednak podtrzymywać ten żar w pojedynkę, osłaniać go przed wiatrem, podsycać własną energią i działaniami. Trudno jest dostrzec sens tych mikroskopijnych zmian, gdy nie ma obok nikogo, kto by je potwierdził, zauważył, uznał. Kto uznałby nas w naszym trudzie i nieustających dążeniach. Gdy dookoła panuje chłód i niezrozumienie.
Drodzy rodzice i opiekunowie, nie potrzebujecie być “nowi”. Potrzebujecie być bardziej zaopiekowani i zauważeni w swoich zmaganiach. Nie musicie się zmieniać. Możecie za to odpuszczać wszystko to, co Wam nie służy. Otaczać się łagodnością i troską- taką samą, jak ta, którą obdarzacie wszystkich dookoła. Nie życzę Wam „nowego życia”, bo wiem, że brzmi to jak puste hasło. Jak slogan. Jak wyrzut, że coś z tym dotychczasowym jest nie tak.
Życzę Wam wioski. Wsparcia. Zrozumienia. Pomocy. Poczucia bezpieczeństwa i bycia na swoim miejscu. Bycia kimś ważnym. Zasługującym na wszystko, co najlepsze. Wartym uwagi i troski.
Tworzę dla Was przestrzeń, w której będziecie mogli odpocząć, zrzucić codzienny ciężar i być z ludźmi, którzy naprawdę wiedzą, przez co przechodzicie.
Jeśli czujesz, że w tym roku chciałabyś/byś być bardziej zaopiekowana/y, zrobić coś dla siebie, spróbować czegoś nowego, otrzymać wsparcie, zobaczyć, jak to jest- napisz do mnie.
Oficjalna rekrutacja startuje 07.01, ale zostało już tylko kilka miejsc. Może jedno z nich czeka właśnie na Ciebie?


