Wczoraj wieczorem spotkaliśmy się na webinarze “W blasku choinki. W cieniu zmęczenia. Rozmowa o sensie i nadziei”, który zorganizowałyśmy z Anią w ramach projektu Rodzic OFF/ON, gdzie podejmujemy tematykę wypalenia rodzicielskiego.
Rozmawialiśmy o zmęczeniu i poszukiwaniu sensu, gdy codzienność przytłacza, a nadzieja bywa towarem deficytowym, choć niezwykle potrzebnym, by dostrzec światełko w tunelu.
Dziękuję wszystkim, którzy wczoraj byli z nami. Spotkanie to uświadomiło nam, jak ważne jest podejmowanie takich tematów. Utwierdziło nas w przekonaniu, że sens i nadzieja to nie pojęcia oderwane od rzeczywistości, ale coś, nad czym warto się zastanawiać, czemu warto poświęcać czas i uwagę. Coś, co ma potencjał do tego, aby wnieść zupełnie nową jakość, rozświetlić miejsca, gdzie do tej pory panował mrok, zniechęcenie i brak perspektyw.
Rodzicielstwo to droga pełna pięknych momentów, ale także wyzwań i codziennych rozterek, które czasem nam je przesłaniają. Zmęczenia, które bierze górę. Lęku. Bezradności, która przytłacza. Rozczarowań, kiedy nie wszystko udaje nam się zrobić tak, jak byśmy chcieli. Tęsknoty za klarownością, jasnością, pewnością tego, co robimy.
Wątpliwości to coś, z czym mierzy się każdy rodzic. To codzienne pytania o to, czy dziś sobie radzę, czy staję na wysokości zadania, czy daję z siebie wszystko. Każda rodzina to inna historia. Inne problemy. Inne wyzwania. Inne trudności. Unikatowe. Wyjątkowe. Każda rodzina to odrębny mikroświat, tworzony przez wszystkich jej członków, z których każdy coś wnosi, a czasem coś zabiera. To inne doświadczenia. Inne przeżycia. Inny kontekst.
I choć na poziomie emocjonalnym doświadczamy bardzo podobnych stanów, to sposób ich przeżywania jest różny. Ich tło jest zupełnie inne.
Zmęczenie rodziców dzieci z niepełnosprawnościami to inny wymiar zmęczenia. To nie tylko fizyczne wyczerpanie opieką. To zmęczenie ciągłym byciem w trybie czuwania. Zmęczenie walką z systemem. Z niesprawiedliwością. Z odrzuceniem. Nasz lęk ma zupełnie inny ciężar. Jest realny. Prawdopodobny. Obecny. Nasze obawy to nie “przewrażliwienie”. Nie neurotyczność. To często coś, co nad nami ciąży, co czai się tuż za rogiem. Nie pozwala o sobie zapomnieć.
Na wczorajszym spotkaniu szukaliśmy uniwersalnych sposobów na odnalezienie sensu. To było piękne i potrzebne. Ale czuję bardzo wyraźnie, że my – w naszej specyficznej sytuacji – potrzebujemy jeszcze jednej warstwy. Potrzebujemy przestrzeni, gdzie nie musimy tłumaczyć kontekstu naszej codzienności. Gdzie nasze słowa nie są odbierane jak “użalanie się nad sobą”. Gdzie szukanie nadziei odbywa się w warunkach, których inni rodzice często nie są w stanie sobie wyobrazić.
Potrzebujemy miejsca, w którym moglibyśmy wziąć te uniwersalne narzędzia i przyłożyć do naszej rzeczywistości, dopasować do tego, jak wygląda nasz świat.
Takim miejscem ma być Grupa, którą tworzę. Grupa dla rodziców dzieci z trudnymi diagnozami i dużymi wyzwaniami rozwojowymi. Miejsce bezpieczne. Zamknięte. Tylko nasze. Tworzę je po to, byśmy nie musieli tłumaczyć świata, w którym żyjemy – bo wszyscy w nim jesteśmy. Idziemy tą samą drogą.
To miejsce dla wszystkich z Was, którzy czują, że nie pasują nigdzie indziej. Że Wasze problemy mają zupełnie inną skalę. Że pozostajecie w cieniu. Że nie macie swojej wioski.
Być może to najlepszy prezent, jaki możecie sobie podarować w Nowym Roku?



