Często postrzegamy nasze życie przez pryzmat tego, co nam się przytrafiło. Opowiadamy historie o tym, przez co przeszliśmy, by dojść do punktu, w którym jesteśmy teraz. Rozmawiamy o licznych przeszkodach, które napotkaliśmy po drodze.
Skupiamy się na zmartwieniach. Na rozczarowaniach. Na wszystkim tym, co poszło nie tak. W opowieściach tych zestawiamy ze sobą to, jak jest, z tym, jak powinno być. Podkreślamy kontrast. Punktujemy rozbieżności. Wszystkie te momenty, w których wizje nie mają nic wspólnego z rzeczywistością.
Często patrzymy na nasze życie, jak na sumę strat. Akcentujemy to, co nam się nie udało. Bez trudu odnajdujemy bariery uniemożliwiające nam działanie. Blokujące to, co jeszcze mogłoby nas spotkać. Patrzymy na ograniczenia, zaprzepaszczone szanse, zamknięte drzwi. Na wszystko to, co nam odebrano. Bo los tak chciał. I nie pytał nas o zdanie.
Myślimy, że nie mamy wyjścia. Że nic się już nie zmieni. Że stoimy na szczycie równi pochyłej i od tej pory idziemy już wyłącznie w dół. Że to, co najlepsze już dawno za nami. Że nic dobrego nas już nie czeka.
Brakuje nam wiary. Brakuje nadziei. Została nam tylko miłość, która pozwala nam jeszcze trwać.
Negatywne nastawienie sprawia, że wciąż oglądamy film o przegranym bohaterze, nieustannie podkreślając fakt, jak bardzo chcielibyśmy patrzeć na coś innego. Nie zastanawiamy się jak zmienić kanał, lecz krzyczymy do telewizora, aby wyświetlał inną fabułę, bo nie zgadzamy się z tym, co jest.
Mamy wrażenie, że cały świat jest przeciwko nam. Że nic nie jest tak, jak być powinno. Szukamy winnych na zewnątrz. Myślimy “co by było, gdyby…”. I tworzymy w głowie listę spraw, które muszą się wydarzyć, żebyśmy w końcu byli szczęśliwi.
A gdyby tak nadać sens temu, co nas spotkało? Wyciągnąć lekcje z trudności i iść dalej? Nie dlatego, że coś nam sprzyja. Ale “pomimo”. To, co dla jednych jest katastrofą, dla nich stanowi jedynie wyzwanie. Tam, gdzie wczoraj widzieliśmy problem, dziś możemy dostrzec barierę do pokonania. Szansę, którą zapragniemy wykorzystać.
“Liczy się nie to, na co patrzymy, ale to, co widzimy”. Być może ważniejsze od tego, co nas spotkało, jest to, co z tym zrobimy. Jak odpowiemy na to, co przyniosło życie.
Odpowiedź ta często nie zależy od samej sytuacji, ale od tego, jak ją odczytamy i jakie nadamy jej znaczenie.
Każdy z nas- nawet jeśli czuje, że nie ma wyjścia- nieustannie podejmuje decyzje o tym, co robić, jak to robić i czy w ogóle się da. To wewnętrzne przekonanie motywuje nas lub osłabia. Decyduje o tym, jak widzimy naszą przyszłość i czy czujemy, że mamy na nią wpływ. Czy będziemy szukać rozwiązań, czy próbować używać starych strategii, które w nowej rzeczywistości przestały już działać. Czy wybierzemy ślepe, ale dobrze znane uliczki, czy zdecydujemy się na spacer po nowym terenie, nawet jeśli wcale nie chcieliśmy na nim być. Czy będziemy szukać drogi, czy stać w miejscu i patrzeć wstecz.
“Musimy być gotowi porzucić życie, które sobie zaplanowaliśmy, aby żyć tym, które na nas czeka”.
To nowe życie, choć nieproszone i nieplanowane, jest jedynym, jakie mamy. Tu i teraz. Nie ocenia naszego żalu. Nie pogania żałoby. Po prostu jest. Czeka aż będziemy gotowi. Nie musimy kochać go od razu, ale wiele się zmienia, kiedy przestajemy z nim walczyć. Wtedy piękne zwroty akcji wciąż są możliwe, bo zaczynamy dostrzegać kolory, tam gdzie wcześniej panował wyłącznie mrok.



2 Responses
Dzięki ze mogłam to dziś przeczytać. Potrzebowałam <3
Bardzo się cieszę. Planuję więcej takich wpisów, bo wiem, że dużo łatwiej jest dostrzegać trudności, niż to wszystko, co jest pod spodem, albo obok nich ❤️