Bywa tak, że to, co się dzieje mnie przytłacza. Za dużo. Za bardzo. Zbyt trudno. Wszystko. Wszędzie. Naraz. Wciąż wiszą nade mną nowe sprawy do zaopiekowania. Kolejne i kolejne. Rosną jak grzyby po deszczu. Jedno zdarzenie wywołuje następne. A potem jeszcze jedno. Efekt domina. Reakcja łańcuchowa.
Wszystko jest systemem naczyń połączonych. Układanką, w której każdy element jest zależny od pozostałych. Kołem pasowym, którego ruch zależy od wielu różnych ogniw- nie zawsze ze sobą współpracujących. Chciałabym poznać mechanizmy rządzące tym systemem. Znać więcej odpowiedzi. Mieć większą pewność. Odnaleźć się w labiryncie. Rzadziej dochodzić do ściany.
Wir obowiązków, zadań, zaleceń, terapii, badań, kontroli. Zagubienie. Wątpliwości. Stres. Lęk. Decyzje. Oczekiwania. Powtarzanie w kółko tych samych czynności z nadzieją na to, że przyniosą jakiś efekt. Robienie wielu rzeczy naraz. Wielu po raz pierwszy. Nieustanna chwiejność. Niestabilność konstrukcji, którą z mozołem wznosimy. Każdego dnia.
Jak długo można wstrzymywać oddech? Minutę? Półtorej?
Ciało samo wymusza wydech. Wie, że bez niego nie ma życia. A jednak próbujemy oszukać tę zasadę. Udawać, że nas nie dotyczy. Że w naszej codzienności nie obowiązują takie prawa. Żyjemy na wiecznym wdechu. Napinamy mięśnie. Zaciskamy szczęki. Nasz układ nerwowy jest w ciągłej gotowości. W czujności. Stoimy na baczność. Mamy wszystko na oku. Chcemy trzymać rękę na pulsie. Kontrolować, sprawdzać, przekonywać samych siebie, że panujemy nad sytuacją.
Bierzemy na klatę kolejne wyzwania. Mobilizujemy siły. Bo kto, jak nie my?
Nikt nie nauczył nas wydechu. Wydech nie jest punktowany. Nie dostaniemy za niego premii. Nie otrzymamy pochwały. Wydech kojarzy się z biernością. Z poddaniem. Z zaniechaniem starań. Ze zmarnowaniem czasu, w którym przecież można by tyle zrobić, tyle osiągnąć. Gdybyśmy tylko się bardziej postarali…
Tutaj nie ma limitów. Potrzeby się nie kończą. Wydatki nie maleją. Nie zmniejszają się wymagania. Boimy się odpuścić. Boimy się, że stracimy szanse. Zaprzepaścimy efekty. Unieważnimy dotychczasowe starania.
Przerwy nie są wskazane. Odpoczynek jest niedozwolony. Liczy się ciągłość, regularność, systematyczność. Tylko dzięki nim możemy coś osiągnąć. Wypracować zmianę. Wszyscy tak robią. I wszyscy mówią, że tak trzeba.
Więc wstrzymujemy oddech. Dopingujemy się, by działać dalej. Jesteśmy konsekwentni i zdeterminowani. Dajemy z siebie wszystko. W końcu mamy dobre intencje i wiele do stracenia.
Ale prędzej, czy później organizm upomni się o swoje. Bez pytania nas o zdanie. Nie da się oszukiwać w nieskończoność. Żyć na wiecznym wdechu. Wstrzymywane powietrze nie znika. Ono się kumuluje. Zamienia się w ucisk w klatce piersiowej, w migrenę, w bezsenność, w wybuchy złości, napady paniki i płacz pod prysznicem.
Jesteśmy czujni na dyskomfort dzieci, zaspokajamy ich potrzeby, dbamy o odpowiednie warunki. A jak traktujemy siebie?
Często z uporem maniaka ignorujemy sygnały mówiące o tym, że “za dużo”, “za szybko”, “za bardzo”. Ignorujemy to, że nasze siły mają limity, że maleją, że z czasem się kończą. Wystawiamy na próbę własną wytrzymałość. Sprawdzamy ile jeszcze jesteśmy w stanie znieść. Przesuwamy granicę. Zatracamy siebie.
Życie na ciągłym wdechu nie czyni nas skuteczniejszymi. Czyni nas kruchymi. Prowadzi do wypalenia. Sprawia, że nie mamy już z czego dawać. Że wewnętrznie się rozpadamy- nawet, jeśli nie widać tego na pierwszy rzut oka.
Wydech to nie jest akt poddania. Wydech to akt odzyskiwania siebie. To moment regeneracji, bez którego żadna „systematyczność” nie ma racji bytu.
Chcę Cię zaprosić do miejsca, które stworzyłam właśnie z myślą o wytchnieniu. O wzajemnym wsparciu osób, które mają podobnie. O życzliwej obecności. Nie musisz tu niczego kontrolować, naprawiać ani planować. Tylko być. Ze wszystkim, z czym przychodzisz danego dnia.
Zapisy do porannej grupy wsparcia wciąż trwają. Zostały ostatnie wolne miejsca. Wypełnij formularz i zrób wydech razem z nami.



