Matka Oczekująca

“Obecnie wszyscy konsultanci są zajęci. Prosimy pozostać na linii.”

 

Ile razy słyszałaś ten komunikat?

Ile melodyjek zdążyłaś przesłuchać, zanim w końcu usłyszałaś ludzki głos po drugiej stronie?

Jak długo czekałaś, choć mogłaś w tym czasie robić tysiąc innych spraw?

 

Nie robiłaś. Wisiałaś na słuchawce. W gotowości. Z numerem PESEL dziecka wyrytym w pamięci. Powtarzanym już tyle razy, że czasem myli Ci się z własnym.

 

Dzwonienie. Załatwianie. Umawianie. Uzupełnianie kalendarza. Koordynacja. Organizacja. Logistyka. Nigdy nie marzyłaś o etacie sekretarki. Nie sądziłaś, że będziesz musiała dzwonić w te wszystkie miejsca, o których istnieniu wolałabyś nie mieć pojęcia. Rozmawiać z ludźmi, których wolałabyś nigdy nie spotykać. Czekać na termin, na decyzję, aż ktoś oddzwoni, aż zwolni się miejsce, aż zbierzesz środki.

 

W chwilach, gdy Twoje dziecko czegoś potrzebuje, Ty musisz być pokorna. Wyrozumiała. Wyobrażać sobie wszystkich pozostałych, którzy również czekają. Pamiętać o tym, że komuś zależy, tak samo, jak Tobie. Że system jest niewydolny. Że pani w okienku ma gorszy dzień.

 

Czekasz w przychodniach, pod gabinetami, pod salami rehabilitacyjnymi, pod szpitalnymi dyżurkami. Czekasz na dokumenty, na wyniki badań, na receptę, na refundację, na podpis, którego gdzieś zabrakło. Na swoją kolej. Na to, aż ktoś Cię zauważy. Weźmie pod uwagę. Wysłucha Twojej prośby.

 

A w międzyczasie czekasz na to, co najważniejsze. Na to aż Twoje działania przyniosą rezultaty. Aż coś drgnie. Na pierwsze słowo, a czasem sylabę. Na pierwszy krok, nawet z pomocą. Na spojrzenie w oczy. Wyjście z domu bez krzyku. Przespaną noc. Na to aż jakaś czynność nie będzie wymagała drugiej pary rąk. Aż nastąpi jakakolwiek poprawa, która da Ci paliwo, by iść dalej.

 

W naszym świecie nic nie dzieje się “zaraz”. Nie ma szybkich rozwiązań. Natychmiastowych odpowiedzi. Wszystko trzeba wychodzić. Wyczekać. Wyprosić.

 

Wszystko wymaga cierpliwości, wytrwałości, uporu, determinacji. I grubej skóry. By nie przejmować się potknięciami. Nieżyczliwością. Obojętnością.

 

Siedzimy tam wszystkie. W tej wielkiej poczekalni. W przedsionku. W kolejce, na końcu której jest jakiś “lepszy czas”. Czekamy, żeby go doświadczyć. Żeby się uspokoiło. Żeby było lżej…

 

W tej kolejce na końcu ustawiamy siebie. Stoimy tam na ostatnim miejscu, po wszystkich ważnych sprawach, z którymi nie ważymy się konkurować. I czekamy. Na odpowiedni moment. Aż przyjdzie nasza kolej. Aż pojawią się warunki, możliwości, perspektywy, żeby w końcu zająć się sobą. Swoimi sprawami, swoimi potrzebami. O ile… coś nagle nie wyskoczy, nie przesunie się termin, nie pojawi się jakaś nowa konieczność. Ważniejsza. Pilniejsza. Priorytetowa.

 

Ta kolejka nigdy się nie kończy. Zawsze będzie jakieś “ale”- kryzys, gorszy dzień, kolejna trudność i nowy problem do rozwiązania. W tej kolejce nikt nie puści Cię przodem, nie przytrzyma drzwi. Trzeba z niej po prostu wyjść.

 

Chcę Cię zaprosić do miejsca, w którym nie musisz czekać na swoją kolej. Gdzie nie ma numerków ani zapisów na „za pół roku”. Nie czekaj, aż „będzie lżej”. Idealny moment nie pojawi się sam. Zrób tak, żeby było lżej już teraz.

 

Zostały ostatnie miejsca w grupie.

 

Wypełnij formularz!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Udostępnij ten post:
Facebook
WhatsApp

Zapisz się na darmowy newsletter

Zobacz również