Co ze mnie za matka?

Co ze mnie za matka? Moje dziecko zasługuje na kogoś lepszego. To moja wina. Inni radzą sobie lepiej niż ja. Gdybym tylko zrobiła tak… Gdybym tylko tak nie zrobiła. Powinnam… Nie powinnam… Przeze mnie… 

 

Czujecie ciężar tych słów? Ja tak. Wiele z nas dźwiga je na swoich barkach. To ciche głosy gdzieś z tyłu głowy, towarzyszące nam we wszystkich czynnościach i stopniowo kształtujące nasze przekonania o sobie. Przekonania, które (jak się domyślacie) raczej nie dmuchają nam w skrzydła. 

 

Ciche cierpienie w liczbach

13% rodziców w Polsce żałuje decyzji o posiadaniu potomstwa. U 62% pojawia się myśl, że “bycie rodzicem to poświęcenie, które wymaga rezygnacji z dotychczasowego życia”. Badania te dotyczą ogółu populacji. Jak myślicie co sądzą na ten temat rodzice dzieci z niepełnosprawnościami?

 

Jesteśmy grupą szczególnie narażoną na wypalenie rodzicielskie. Wypalenie, które jest cichym przeciwnikiem, odbierającym nam stopniowo całą radość płynącą z tego doświadczenia. Często funkcjonujemy w poczuciu zagrożenia, w stanie ciągłej gotowości i niepewności co do tego, co przyniesie nam przyszłość. Nic dziwnego, że wielu z nas doświadcza zespołu stresu pourazowego, który zazwyczaj kojarzony jest z żołnierzami powracającymi z wojny. My z naszej “wojny” nigdy nie wracamy. 

Wojna, na której jesteś sama

Nomenklatura wojenna nie jest zresztą przypadkowa. W naszym świecie ciągle mówi się o walce- o sprawność, o środki, o możliwości, o prawa, o równość i godność, o namiastkę normalności. A także o walce z…- systemem, dyskryminacją, wykluczeniem. Często czujemy, że w tych wszystkich starciach nie mamy żadnych szans. Że jesteśmy w nich sami. Że stajemy naprzeciw wrogich oddziałów uzbrojonych po zęby, trzymając w ręku pistolet na wodę, bo tylko w taki oręż wyposaża nas państwo, wysyłając tym samym milczący komunikat: “radź sobie sam”.

 

Gra pozorów vs rzeczywistość

A jak sobie radzimy?

 

Najlepiej, jak możemy, choć ciężko nam spojrzeć na to w ten sposób, kiedy tyle jeszcze jest do zrobienia, kiedy żyjemy w wiecznym przekonaniu, że jesteśmy niewystarczający, że coś możnaby zrobić lepiej, szybciej, sprawniej. Że czegoś możnaby robić więcej, a nam nie starcza już na to sił. Nam nie. Ale innym tak. Mama Zosi przecież lepiej sobie radzi, a tata Antosia zawsze staje na wysokości zadania. Wszyscy się uśmiechają, są świetnie zorganizowani, z łatwością godzą wszystkie obowiązki. Czy aby na pewno?

 

Tego nie wiemy. I często nigdy się nie dowiemy, bo wciąż stosunkowo rzadko dzielimy się z innymi swoimi problemami. Bo chęć wpisania się w rolę jest silniejsza niż własny dobrostan. Fizyczny i emocjonalny. Bo lepiej zacisnąć zęby, a czasem pięści. Bo lepiej wymierzać sobie wciąż te same ciosy, celować w siebie, podnosić poprzeczkę, niż przyznać, że czasem jest nam trudno, że nie “ogarniamy”, że wszystko nie jest takie, jakim się wydaje. Bo wygodniej jest tkwić w tej grze pozorów. My udajemy, że sobie radzimy, inni patrzą na nas i myślą “czemu ja tak nie potrafię?”. I błędne koło się zamyka.

 

Niechętnie pokazujemy ciemniejszą stronę. Niechętnie pokazujemy koszty. Obserwujemy innych na portalach społecznościowych, patrzymy na wyselekcjonowane sceny z ich życia i zastanawiamy się co u nas poszło nie tak. Co z nami jest nie tak? Przecież dobra matka nie powinna krzyczeć, nie powinna karać, nie powinna narzekać. 

 

A co powinna?

 

O tym też świetnie wiemy, bo archetyp ten zakorzeniony jest w naszej kulturze od wielu, wielu lat. Tylko, czy da się mu sprostać?

 

Myślę, że każda z nas intuicyjnie czuje, że nie. Co wcale nie oznacza, że nie próbujemy.

 

Macierzyństwo to wymagająca przygoda. Wymagająca i nieprzewidywalna. Często nie mamy wpływu na to, jakie trudności pojawią się na naszej drodze. Podobnie jak, nie mamy wpływu na myśli i emocje, które będą nam towarzyszyły w tym procesie. Co wcale nie oznacza, że nie możemy z nimi pracować, że nic już nie da się z tym zrobić. 

 

Nie musisz być sama

 

Warto zdać sobie sprawę z tego, że bardzo często to, co do siebie mówimy po prostu nie jest prawdą. To wynik zmęczenia, frustracji, bezsilności i poczucia winy (które chyba przychodzi na świat wraz z dzieckiem i już z nami zostaje).

 

Jeżeli czujesz, że to o Tobie, jeżeli chcesz lepiej zrozumieć to, co się z Tobą dzieje- przeczytaj (Nie)wypalone matki. To czuły przewodnik po wypaleniu, napisany przez mamę taką jak Ty. Mamę dziecka z niepełnosprawnością, z licznymi wyzwaniami, która rozumie przez co przechodzisz i z czym mierzysz się każdego dnia. Która nie ocenia, nie daje złotych rad. Która po prostu jest. Jest obok i oferuje pomocną dłoń. Ramię, na którym można się oprzeć. Wypłakać. Która nie godzi się na cierpienie w samotności, z własnymi myślami i przekonaniami odbierającymi nam radość z życia. 

 

Która wie, że “…jeśli skupiamy się jedynie na tym, aby te nieprzyjemne emocje i myśli zniknęły z naszego życia, nie będziemy w stanie skupić się na tym, aby każdego dnia robić te rzeczy, które składają się na dobre rodzicielstwo”.

 

Znajdź ukojenie. Zrozum, że nie jesteś w tym sama. Zrób pierwszy krok.

 

Pobierz (Nie)wypalone matki: https://bezinstrukcji.pl/do-pobrania/

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Udostępnij ten post:
Facebook
WhatsApp

Zapisz się na darmowy newsletter

Zobacz również