Odczuwam. Wszystko. Razy tysiąc.

Tydzień temu zakończyłam kurs Mindful Self-Compassion. Przez ostatnich 9 tygodni, co czwartek, spotykałyśmy się w kobiecym gronie, aby poddawać refleksji to, czego doświadczamy, aby budować troskę o siebie i wspólnie rozmawiać o tym, co często przemilczane i niewygodne. 

 

O trudnościach i cierpieniu, które nie omijają nikogo. O tym, jak można obcować z własnym bólem i dyskomfortem. W szczerości. W prawdzie. Bez przymusu udawania, że w naszym życiu zawsze wszystko się układa. O tym, jak zaopiekować te stany, jak trzymać się za rękę i nawigować w dyskomforcie, nie brnąc przez niego na oślep, lecz znajdując własną drogę przez i pośród doświadczanych trudności. O tym, jak nie próbować za wszelką cenę zbierać się z podłogi i na tej podłodze jeszcze siebie nie kopać. Nie karcić.

 

Pewnie znacie takie stany. Są one bliskie każdemu rodzicowi OzN. Zaciskanie zębów. Maskowanie bólu. Branie wszystkiego na klatę. Dźwiganie na barkach. Wytrzymywanie. Trzymanie fasonu. Choćby nie wiem co.

 

I ciche cierpienie. Łzy pod prysznicem, albo w samochodzie. Tylko kilka, żeby makijaż się nie rozmazał. Żeby za bardzo nie było widać. Żeby się nie rozklejać. Nie użalać. Żeby szybciutko wstać, otrzepać kolana i iść dalej. A najlepiej biec, jak gdyby nigdy nic. Jakby nic się nie stało. 

 

Tego oczekujemy od siebie i tego oczekuje od nas świat, rzucając nam kolejne wyzwania, a czasem kłody pod nogi. Wprawnie uczymy się przez nie przeskakiwać. Żonglować tym, co podrzuca nam życie. Przypomina to czasem konfrontację z maszyną do podawania piłek tenisowych, które w popłochu staramy się łapać. Failure is not an option.

 

Chcemy doświadczać tylko przyjemnych stanów. Gdy czujemy się źle, uważamy, że nie powinno tak być. Oczekujemy od siebie, że zawsze będziemy entuzjastyczni, uśmiechnięci i emocjonalnie stabilni. Nieporuszeni. Choćby wiało i chwiało, a wszystko po kolei waliło nam się na głowę. Mamy działać, dawać radę, brać się z życiem za bary.

 

Tak też robimy. Ale nie za darmo. “Za wszelką cenę”. A cena ta jest czasem bardzo wysoka. Widzę to po sobie. Widzę po innych rodzicach. To rachunek z odroczonym terminem płatności, ale prędzej, czy później przychodzi. Z odsetkami. 

 

Myślimy, że kontaktując się z tym, co faktycznie mamy w środku, okazując sobie współczucie i troskę rozsypiemy się na kawałki. Poddamy. Złożymy broń. Zawiesimy rękawice na kołku. Opuścimy ring, na którym do tej pory boksowaliśmy się z życiem, stawiając mu opór. Zakładając, że to, co nas spotkało powinno być inne niż faktycznie jest. Sądząc, że nasz sprzeciw coś zmieni. Wpłynie na sytuację. Tymczasem, to, czemu się opieramy trwa, a my nie tylko czujemy ból z tym związany, ale także ten wynikający z walenia głową w mur. 

 

Kurs Mindful Self-Compassion był dla mnie doświadczeniem transformującym. Pokazał, jak okazywać sobie troskę w najtrudniejszych chwilach. Nie po to, żeby poczuć się lepiej, ale właśnie dlatego, że czujemy się źle. To transakcja bez oczekiwań, bez przymusu, bez presji. Z uważnością na wszystko, to, co dzieje się w środku, z czym często nie mamy kontaktu.

 

Podobno “możemy uleczyć tylko to, co odczuwamy”. Więc odczuwam. Wszystko. Razy tysiąc. Nie powiem, żeby było to łatwe. Nie jest. Dużo płaczę. Widzę ile rzeczy miałam poupychanych po kątach, zakurzonych, zostawionych, przemilczanych. Wpuściłam światło tam, gdzie do tej pory była tylko ciemność, która wcale nie sprawiła, że to co spowijała zniknęło. Wciąż tam było. Czekało aż będę gotowa. Chwilowo kładąc mnie na łopatki.

 

Ciągle walczę ze sobą, żeby się nie podnosić. Żeby nie mówić do siebie “c’mon, trzeba wstawać! działać! dasz radę!” To trudne, ale wiem, że nie chcę iść przez życie jak czołg, który udaje, że jest odporny na wszystkie ciosy. Który zawsze wysuwa się na pierwszą linię frontu, bo kto jak nie on?

 

Leżę sobie na tej ziemi, obserwuję to, co się dzieje. Świat się nie zawalił. Słońce dalej wschodzi na wschodzie i zachodzi na zachodzie. Tylko we mnie coś się rozsypuje, by ułożyć się na nowo. Trudne to. Ale bardzo, bardzo potrzebne. 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Udostępnij ten post:
Facebook
WhatsApp

Zapisz się na darmowy newsletter

Zobacz również

Inne = gorsze?

Będąc rodzicem dziecka z niepełnosprawnością bardzo łatwo jest patrzeć na własne życie przez pryzmat deficytu. Na pierwszy rzut oka widać

> Czytaj więcej