Chcesz rozśmieszyć Boga? Powiedz mu o swoich planach.
Plany planami, a życie życiem.
Lepiej nie planować, żeby się nie rozczarować.
Ile razy słyszeliśmy te zdania? Ile razy sami je wypowiadaliśmy?
W świecie, w którym na każdym kroku towarzyszy nam niepewność, w którym jest tyle zmiennych i sytuacji niezależnych od nas, zachowawcze podejście pomaga nam uniknąć rozczarowania. Stopuje przed nadmiernym optymizmem. Chroni przed porażką.
Kiedy wszyscy naokoło coś planują i wyznaczają sobie cele, my często żyjemy “tu i teraz”. Myślimy o tym, czy uda nam się przetrwać kolejny dzień i jak wielu zasobów nas on pozbawi. Zastanawiamy się, jaka będzie noc i ile razy będziemy musieli wybudzać się ze snu.
Ciężko nam patrzeć w przyszłość, kiedy teraźniejszość jest tak absorbująca. Ciężko umawiać się ze sobą, zobowiązywać, postanawiać. Myśleć, że wszystko nam się uda. Że nie ma rzeczy niemożliwych. Że sky is the limit.
Wszyscy naokoło nawołują do sprawdzania swoich sił, przesuwania granic, skoku na głęboką wodę, wyjścia ze strefy komfortu. A my swoje siły sprawdzamy codziennie, codziennie przesuwamy granice, a w głębokiej wodzie umiemy już pływać.
I nie pamiętamy co to w ogóle znaczy komfort.
A gdyby tak w tym roku zamiast listy postanowień zrobić listę pytań? Takich, które ratują. Nad którymi warto się zastanowić. Zatrzymać.
A gdyby tak zamiast nadmiernie wybiegać myślami w przód, nauczyć się lepiej radzić sobie w codzienności? Odnaleźć się w tym, co jest.
Każdy plan to projekt wymagający solidnych fundamentów. Tylko dzięki nim cała konstrukcja nie chwieje się przy trzęsieniach ziemi, nie drży, gdy wieje, nie podmaka, gdy pada. Jest bezpieczną przystanią, która pozwala przetrwać życiowe burze, emocjonalne tornada i tsunami zmian. Daje spokój. Jest punktem odniesienia. Latarnią oświetlającą nam drogę.
Zamiast pytać “co osiągnę?”, zapytaj siebie:
- Kto będzie dla mnie podporą w trudnych chwilach?
- Co zrobię, żeby poczuć się lepiej?
- Kto przypomni mi, że jestem WAŻNA/Y?
- Jak rozładuję trudne emocje?
- Gdzie znajdę miejsce na JA?
Zadaj sobie te pytania dzisiaj. Szczerze. A jeśli przy którymś z nich zapadnie cisza… jeśli poczujesz pustkę… to wiedz, że nie musisz jej wypełniać sam/a.
Tworzę przestrzeń dla rodziców takich, jak ja- poszukujących zrozumienia, bezpieczeństwa, wsparcia. Dla rodziców dzieci z trudnymi diagnozami, którzy chcieliby być zauważeni, zaopiekowani, otuleni. Którzy chcieliby usłyszeć to, czego mi samej nikt nie powiedział wtedy, kiedy najbardziej tego potrzebowałam.
Wierzę w moc tego miejsca. We wspólnotę doświadczeń. W czerpanie z własnych historii. W dzielenie się nimi z innymi. Wierzę w moc obecności. W siłę płynącą ze świadomości, że choćby nie wiem, co się działo, to ktoś jest.
Czekam tu na Ciebie, byśmy wspólnie zadały/li sobie ważne pytania i spróbowały/li znaleźć na nie odpowiedzi.
Jeżeli czujesz, że to miejsce dla Ciebie, napisz do mnie.


