Jak Ty to wszystko ogarniasz?

Jak Ty to wszystko ogarniasz?

 

To chyba pytanie, które słyszę najczęściej. Jest w nim autentyczna ciekawość, podziw i nutka niedowierzania.

 

Skąd brać siłę, kiedy wszystko dookoła nam ją odbiera? 

 

Skąd czerpać energię, kiedy tyle jej zużywamy każdego dnia?

 

Jak radzić sobie ze wszystkimi wyzwaniami i jednocześnie nie zatracić w tym siebie?

 

Na te pytania jest pewnie wiele odpowiedzi. Dla mnie najważniejsza z nich to RELACJE.

 

Dobre, szczere, karmiące. Obecność drugiego człowieka, który okazuje zainteresowanie, wspiera, dmucha w żagle, a czasem po prostu jest. Siedzi. Słucha. Rozumie. 

 

Samotność odbiera siłę, uwypukla trudności, ściąga nas w dół. Przekonuje, że nie damy sobie rady. Przeraża wizją, że wszystko zależy wyłącznie od nas. Że jeśli nie my, to nikt. 

 

Pamiętam ten czas, kiedy myślałam, że jestem w tym sama. Że od tej pory muszę stanąć na wysokości zadania. Zmierzyć się z sytuacjami, o których nie miałam zielonego pojęcia. Znaleźć w sobie gotowość do rzeczy, na które brakowało mi siły i ochoty. Podołać. Sprostać. Zdać ten życiowy egzamin. Najlepiej na szóstkę z plusem. Żebym nie miała do siebie o nic żalu i żeby nikt inny także go nie miał. Żeby nie mógł mi niczego zarzucić.

 

Chciałam być matką, która ogarnia. Radzi sobie. Szuka. Próbuje. Jest zawsze w gotowości. I nigdy nie prosi o pomoc.


Myślałam, że tylko mnie to spotkało. Wszędzie naokoło widziałam zdrowe dzieci i szczęśliwe rodziny. Patrzyłam na to z zazdrością. Z nieustanną myślą o tym, jak mogło być, a nigdy nie będzie. Tęskniłam za “normalnością” i za kimś, kto przeprowadziłby mnie przez to wszystko. Pokazał, że się da. Że kiedy najgorsze minie, to coś tam dalej jest. Bo świat się nie kończy, a jedynie zaczyna się nowy. Inny. Taki, który trzeba oswoić, zaciekawić się nim i zaakceptować takim, jaki jest. 

 

Kiedy to zrozumiałam, choć pozornie nic się nie zmieniło, dla mnie zmieniło się wszystko. 

 

Proces ten wymagał czasu, determinacji i decyzji, że chcę inaczej. Ale także obecności innych ludzi, którzy wspierali mnie na każdym kroku. I robią to nadal. To ogromny skarb.

 

Wiem, że nie każdy ma ten przywilej, dlatego chcę zaprosić Cię do miejsca, które długo budowałam w mojej głowie i sercu. Miejsca, do którego możesz przyjść w dresie, bez makijażu i bez siły. Gdzie można po prostu usiąść i przez chwilę skupić się na sobie. Porozmawiać o tym, co nas boli i cieszy. Posłuchać innych. Poczuć wspierającą obecność. Zbudować relacje.

 

Nie mogę się już doczekać tego spotkania, bo wiem ile może ono dla Was znaczyć. 

 

Będzie kameralnie, ciepło, otulająco. 

 

Choć oficjalne zapisy startują dopiero jutro, wiele miejsc przy stole jest już zajętych. Jeśli czujesz, że jedno z ostatnich wolnych krzeseł powinno należeć do Ciebie- nie czekaj do jutra. Napisz do mnie już dziś!

 

Mam nadzieję, że do zobaczenia!

 

[autopromocja]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Udostępnij ten post:
Facebook
WhatsApp

Zapisz się na darmowy newsletter

Zobacz również