Objawy cichego przeciążenia, które ignorujemy

“Przecież to moje dziecko”.

“Nikt inny tego za mnie nie zrobi”.

“Nie mam wyjścia”.

“Muszę być silna/y”.

“Wcale nie jest tak źle”.

“Poboli i przestanie”.

“Co mnie nie zabije, to wzmocni”.

 

Jako rodzice dzieci z niepełnosprawnościami, często próbujemy oszukać zmęczenie, zakrzywić czasoprzestrzeń, wykrzesać z siebie resztki sił. Bierzemy wszystko na klatę, dźwigamy na barkach, stawiamy czoła każdej trudności. Przyjmujemy postawę bohaterki/bohatera. Wybawcy. Zosi-samosi. Chcemy być wytrwali, nieugięci, samodzielni i niezłomni. 

 

Próbując ratować bliskich, skupiając się na zadaniach do wykonania, powoli i niepostrzeżenie przekraczamy własne granice. Naciągamy możliwości. Nadwyrężamy siły. Ignorujemy zmęczenie. Zaniedbujemy własne potrzeby. 

 

Przeciążenie pojawia się stopniowo, przychodzi po cichu. Coś, co kiedyś nie sprawiało nam trudności, zaczyna pochłaniać coraz więcej sił. Kosztuje zbyt wiele. Spada nasza energia i motywacja do działania. Kurczą się zasoby. Maleją możliwości.

 

Wypalamy się. Powoli, lecz nie bez ostrzeżenia. Organizm wysyła nam różne sygnały. Często przez długi czas. Dopóki jakoś dajemy radę, łatwo nam je zignorować. Do wielu z nich się przyzwyczajamy. Jesteśmy za pan brat z dyskomfortem, zmęczeniem, lękiem, stresem sięgającym poza skalę. Warunki, w których na co dzień żyjemy, stają się dla nas elementem tła. Coś, co u kogoś innego wywołałoby niepokój, dla nas jest czymś zwyczajnym, normalnym, powszednim. Nie skłania nas do podjęcia żadnych działań, nie wzbudza adekwatnej reakcji.

 

Jakie są ciche objawy przeciążenia, które łatwo jest nam zignorować?

 

1.Irytacja o drobiazgi

 

Powtarzanie rutynowych czynności. Odtwarzany codziennie rytm dnia. Zadania. Powinności. Oczekiwania. Zobowiązania. Załatwienia. Mnóstwo spraw, o których musimy pamiętać. Terminy, wizyty, terapie, wnioski, zaświadczenia, recepty, skierowania, podpisy. Układ nerwowy w wiecznym stanie pobudzenia. Walcz albo uciekaj. Zjedz kogoś, albo sam zostań zjedzony. Prawo dżungli. Walka z czasem. Z systemem. Z własnymi ograniczeniami. Wóz albo przewóz. 

 

Dla mózgu, który jest skrajnie przeciążony, każdy nowy bodziec jest traktowany jako zagrożenie. Najmniejszy problem, może uruchomić lawinę. Być kroplą, która przeleje czarę. Wywoła reakcję nieadekwatną do sytuacji. Na pierwszy rzut oka nieproporcjonalną, wyolbrzymioną, przesadzoną. Pod spodem jednak czai się coś, co długo pozostawało w ukryciu. Przeciążało. Osłabiało naszą zdolność do samokontroli.

 

2. Spadek odporności

Częste infekcje. Ból gardła. Katar niewiadomego pochodzenia. Przeziębienie utrzymujące się przez dłuższy czas. Opryszczki. Problemy z cerą. Rany, które nie chcą się zagoić. Bóle mięśni i stawów nie spowodowane urazami mechanicznymi.

 

Choroba to dla wielu rodziców-opiekunów luksus, na który nie mogą oni sobie pozwolić. Chorują w tle. Na posterunku. Na wiecznej warcie. Ignorują symptomy, badania, wizyty lekarskie. Nie doleczają infekcji. Zaniedbują profilaktykę. Nie myślą o sobie.

 

Długotrwały stres skutecznie obniża odporność, o czym przekonujemy się często, kiedy ciało odmawia nam posłuszeństwa. Wysyła sygnały. Nawołuje do zatrzymania. Odpoczynku. Troski.

 

3. Senność

 

Nie taka, która mija po przespanej nocy. Ale taka, która staje się akompaniamentem codzienności. Stałym elementem krajobrazu. Często także mechanizmem obronnym, kiedy mózg próbuje się “wyłączyć”, gdy wszystko to, co naokoło staje się zbyt trudne. Gdy sytuacja jest napięta. Gdy czujemy smutek. Stanowi wtedy próbę ucieczki, odcięcia się od tego, co nas przerasta. 

 

Często jesteśmy w stanie ciągłej czujności. Śpimy z jednym okiem otwartym. Nasz sen jest płytki, a jego jakość i ilość pozostawia wiele do życzenia. Nie regenerujemy się tym samym tak, jak powinniśmy. Nie wypoczywamy. Nie czerpiemy z niego wszystkich korzyści. 

 

4. Mgła mózgowa

 

Bywa, że przez brak snu, chroniczny stres i zaburzony rytm okołodobowy, nasz mózg wyłącza pewne procesy umysłowe. 

 

Widzimy wtedy wszystko, jak za szybą. Jakby świat dookoła nas spowijała gęsta mgła. Maleją nasze zdolności poznawcze. Słabnie koncentracja. Łatwo się rozpraszamy. Ciężko nam się skupić na jednym zadaniu. Z trudem dobieramy słowa. Mamy problem z logiką wypowiedzi, z przypomnieniem sobie najprostszych wyrazów. 

 

Trudności sprawia nam doprowadzanie spraw do końca. Przeładowana pamięć operacyjna powoduje, że zapominamy o podstawowych rzeczach, także o tym dlaczego i po co wykonujemy poszczególne czynności. 

 

5. Paraliż decyzyjny

 

Każdy dzień wymusza na nas wiele wyborów, które podejmujemy także “za dwoje”. Wszystkie one zmuszają nas do wykonania wielu procesów myślowych, które zużywają naszą energię. W pewnym momencie nasz mózg mówi “dość”. Stoimy wtedy przed półką w sklepie i zastanawiamy się jaką wybrać herbatę. Każda decyzja staje się dla nas tak samo trudna. Często odwlekamy jej podjęcie w nieskończoność. Przesuwamy w czasie, odraczamy, odkładamy na później. 

 

Możemy czuć przytłoczenie drobiazgami, a każde neutralne, proste pytanie, w rodzaju “co zjeść na kolację?”, odbierać jak sprawę życia i śmierci. Jak kolejną rzecz, którą musimy rozstrzygnąć. Bywa, że naszym życiem rządzi mechaniczna powtarzalność. Wybieramy wciąż to samo, by oszczędzić resztki energii, które jeszcze nam pozostały.

 

Często rozpamiętujemy w nieskończoność słuszność naszych decyzji. Z lęku przed popełnieniem błędu, kwestionujemy każdy wybór, zastanawiając się “co by było, gdyby” i gdzie zaprowadziłoby nas alternatywne rozwiązanie. 

 

6. Anhedonia

 

Bywa, że nasza radość z życia powoli maleje. Ulatuje, jak powietrze z przebitego balona. To, co kiedyś sprawiało nam radość, przestaje już cieszyć. Coraz mniej rzeczy wywołuje uśmiech, zachwyca, porusza. Wszystko wydaje się jałowe, szare i bez wyrazu. Robimy rzeczy mechanicznie lub całkowicie z nich rezygnujemy, bo „to i tak nic nie daje”. Tracimy poczucie sensu. 

 

Czujemy się jak za szybą. Patrzymy na innych ludzi i chcielibyśmy być, jak oni. Uczestniczyć w ich entuzjazmie, spontaniczności, radości. Czuć satysfakcję z tego, co nam się udało, zamiast ciężaru, z którym zaczyna nam się kojarzyć każdy kolejny dzień. 

 

Jeśli czytając to coś poczułaś/eś, jeśli pomyślałaś/eś “to o mnie”, wiedz, że nie jesteś sam. To nie dowód na to, że coś jest z Tobą nie tak. Że jesteś złym rodzicem. Że nie radzisz sobie z rzeczywistością. 

 

To sygnał o tym, że zbyt długo radziłaś/eś sobie ponad miarę. Krzyk organizmu, który przez zbyt długi czas był wystawiony na ekstremalne warunki.

 

Zatrzymaj się na moment. Weź głęboki oddech. Nie naprawisz wszystkiego dzisiaj. Ale możesz przyjrzeć się temu, co jest. Uznać, że masz prawo do zmęczenia, do irytacji, do braku sił. Zadecydować, że czas przestać to ignorować. 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Udostępnij ten post:
Facebook
WhatsApp

Zapisz się na darmowy newsletter

Zobacz również