Wyobraź sobie swój dzień. Od rana do wieczora.
Prześledź po kolei każde swoje działanie. Wszystko to, co się wydarzyło, co zrealizowałaś, załatwiłaś, dopilnowałaś. Przeanalizuj to, gdzie byłaś, z kim rozmawiałaś. Pomyśl o tym, ile czasu stałaś, siedziałaś, chodziłaś. Co zjadłaś. Ile razy patrzyłaś na zegarek, spieszyłaś się, czułaś stres. A także to, co zrobiłaś dla siebie i gdzie w tym wszystkim byłaś TY.
Jaki jest Twój bilans? Czy było choć trochę miejsca na Twój “kawałek podłogi”?
Większość mam dzieci z niepełnosprawnościami funkcjonuje na granicy własnych możliwości, niebezpiecznie zbliżając się do ich kresu. Żyjemy w permanentnym stresie, doświadczamy wielu skrajnych sytuacji. Rola, którą pełnimy wymaga od nas nieustannej gotowości, poświęcenia i zaangażowania. Eksploatujemy swój organizm. Stajemy się maszyną do zadań specjalnych. Rezygnujemy z wielu własnych potrzeb. Często nie jemy i nie śpimy tak, jak powinnyśmy, a biegniemy w maratonie, w którym meta wciąż się oddala.
Troszcząc się o innych, wielokrotnie zaniedbujemy własne zdrowie, by po czasie również zmagać się z różnymi problemami, które często prowadzą do naszej własnej niepełnosprawności. Wiele badań naukowych wskazuje na to, że żyjemy krócej, a ryzyko wystąpienia u nas poważnych dolegliwości zdrowotnych jest dużo wyższe niż u osób nie będących w takiej sytuacji. Dotyczy to także kwestii zdrowia psychicznego.
Alarmujące dane nie wzbudzają jednak odpowiedniej reakcji. Wypalenie matek dzieci z niepełnosprawnościami jest często „normalizowane” przez otoczenie. Traktowane jako nieodłączny element macierzyńskiego trudu. Jak fanaberia, przesada, kaprys. Wynik tego, że żyjemy w kulturze terapeutycznej, w której na siłę dążymy do diagnozowania i etykietowania pewnych stanów, które w rzeczywistości są naturalne, albo wcześniej za takie były uznawane.
Nie jest to jednak patologizacja “normalnych” trudności. Psychologia mówi jasno: wypalenie macierzyńskie to stan, w którym nasz system operacyjny przestaje odpowiadać. To wyczerpanie fizyczne, psychiczne i emocjonalne, wynikające z długotrwałego stresu związanego z opieką nad dzieckiem. To kryzys psychiczny, w którym proste czynności mogą wydawać się nam ponad siły.
Nie jest to stan, który pojawia się nagle. To proces, dający o sobie znać subtelnymi sygnałami, które zazwyczaj ignorujemy. Z czasem stają się one coraz bardziej dotkliwe i znacznie wpływają na jakość naszego życia.
Co powinno nas zaniepokoić?
1.Przewlekłe zmęczenie, które nie mija
Zmęczenie w wypaleniu to nie zwykłe zmęczenie, które jest adekwatne do wysiłku. To zmęczenie, które może się pojawiać bez wyraźnego powodu, nawet wtedy, kiedy teoretycznie niczego jeszcze nie zrobiłyśmy. Nie pomaga przespana noc, czas dla siebie, różne formy relaksu. To, co kiedyś działało, przestaje spełniać swoją funkcję. Nie znajdujemy ukojenia w znajomych czynnościach. Nie regenerują nas sprawdzone sposoby. Organizm informuje nas, że ma już dość.
2. Reaktywność emocjonalna lub emocjonalny dystans
Bywa, że reagujemy nieadekwatnie do sytuacji. Najmniejszy bodziec wywołuje lawinę. Podnosimy głos, wybuchamy lub milczymy zbyt długo. Czujemy się jak chodząca bomba, kłębek nerwów. Wszystko nas irytuje, drażni, wyprowadza z równowagi. Coś, co kiedyś nie wzbudziłoby naszej reakcji, dziś urasta do rangi życiowego dramatu. Jesteśmy impulsywne, labilne emocjonalnie, wrażliwe na wszystko dookoła. Kiedy zaczyna nas to zbyt mocno przytłaczać, stopniowo odcinamy się od tego, co trudne. Dystansujemy się. Robimy niezbędne minimum. Nic poza tym.
3. Utrata satysfakcji
Macierzyństwo, w którym dominują wyzwania, po jakimś czasie może stracić cały swój urok. Być dla nas źródłem rozczarowania. Kojarzyć się wyłącznie z poświęceniem i trudem. Kiedy brakuje nam wzmocnień, stopniowo możemy tracić radość z bycia rodzicem. To, co kiedyś sprawiało nam przyjemność, dziś przestaje nas zadowalać. Staje się obojętne. Nie mamy siły ani ochoty na rzeczy, które zazwyczaj nas cieszyły. Tracimy poczucie sensu.
4. Rozczarowanie sobą
Przekonanie “jestem złą matką” lub “kiedyś byłam lepsza”. W domyśle wtedy, kiedy jeszcze miałam siły, by znosić codzienny trud. Wypalenie wiąże się z ogromnym poczuciem winy. Wyrzucaniem sobie, że nie robimy wystarczająco. Że zawodzimy wszystkich dookoła, a także siebie. Doświadczamy wtedy dysonansu poznawczego, czyli rozbieżności pomiędzy tym, jakie “miałyśmy” być, a jakie faktycznie jesteśmy. Pomiędzy naszymi przekonaniami (“dziecko jest najważniejsze”, “matka powinna zrobić dla niego wszystko”) i sposobem wcielania ich w życie. Nasz system wartości nie uległ zmianie. Zmieniły się jedynie okoliczności, w których wartości te chcemy realizować. Pojawiły się warunki, które kompletnie temu nie sprzyjają. W naszej głowie jednak, często to wyłącznie nasza wina. Jesteśmy rozczarowane sobą. Swoją postawą. Swoim podejściem.
Jakie są 3 pierwsze kroki, które możemy zrobić, kiedy obserwujemy u siebie powyższe objawy?
1.Nazwanie rzeczy po imieniu.
Stanięcie w prawdzie. Przerwanie milczenia. Zaprzestanie ukrywania tego, że jest nam trudno. Nie umniejszanie własnego zmęczenia. Nie stwarzanie pozorów, że dajemy sobie radę. Uznanie swoich uczuć i emocji. Nie porównywanie się do innych. Przyznanie przed sobą, że jest, jak jest. Że tu i teraz jest tak, co wcale nie oznacza, że będzie tak zawsze.
2. Zaspokojenie podstawowych potrzeb
Stopniowo. Powoli. Krok po kroku. We własnym tempie. W zgodzie z obecnymi możliwościami. Rozpoczynając od rzeczy, które są najłatwiejsze, kosztują nas najmniej trudu i są możliwe do utrzymania. Rezygnując z takich, które nam nie służą i sprawiają, że czujemy się jeszcze gorzej.
3. Regulacja emocji
Dzięki zdolności do rozpoznawania, nazywania i rozumienia emocji mamy szansę na lepsze poznanie siebie i swoich relacji ze światem oraz wybór bardziej elastycznych strategii postępowania. Umożliwia ona reagowanie adekwatnie do sytuacji, kontakt z własnymi potrzebami i lepsze radzenie sobie ze wszystkimi wyzwaniami, które pojawiają się po drodze.
Który z tych punktów opisuje Twoje dzisiejsze “tu i teraz”? Napisz w komentarzu choćby kropkę, jeśli czujesz, że ten tekst jest o Tobie. Nie jesteś w tym sama.
A jeżeli marzysz o tym, by zrobić pierwszy krok do odzyskania siebie, zerknij na bezpłatny mini-workbook, który dla Ciebie przygotowałam!


